Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Bawarą podbić Brandenburgię

Choć osobiście odbyłam już wiele wycieczek na zachód - te pod logiem NNM ograniczały się do krajowych i to nieszczególnie dalekich. Tym razem postanowiliśmy odwiedzić ojczyznę. Ojczyznę pojazdów, które ostatnio wiernie Nam służą na tripach. Miało jechać Audi, dwa Mercedesy... I choć samochody nie odmówiły posłuszeństwa można powiedzieć, że odmówili go ludzie - pozostała jedynie Biała, bawarska Dama. Myślę, że już każdy wie, dokąd odbyła się podróż, która z planowanego weekendu przerodziła się w 4 dni i 4 noce. Celem był Berlin - bo jak tu nie odwiedzić stolicy. Na Monachium czas przyjdzie innym razem, obiecuję. Życie wygląda tam zupełnie inaczej. Pod każdym względem. Choćby ze względu i począwszy od ludzkiej mentalności. A różnorodność kultur mnie osobiście przeraża. Jednak klasyczne - ile zdań, tyle opinii. Każdy może mówić, jednak nie dowiesz się, póki sam nie sprawdzisz. To samo się tyczy choćby ruchu drogowego tam. Co innego usłyszysz od osób trzecich, co innego doś...

Czerwone rolety szczęścia

Idę do szkoły a ze mną przyjaciele, śpiewam wesoło, bo przygód czeka wieeeeleeee… Tak nauczyli mnie w podstawówce i do dzisiaj idąc do szkoły często mamroczę sobie tę piosnkę pod nosem. Choć humor nie zawsze mi tak dopisuje. O dziwo pierwszego września przed 9:00, gdy toczyłam się tramwajem, który wreszcie po remoncie torowiska wrócił na stałą trasę, dzięki czemu mam bezpośrednie połączenie do szkoły – banan z twarzy mi nie znikał. A zapowiadało się, że będzie jeszcze większy.
249
/fot. Krzychos/
Już gdy otworzyły się drzwi wagonu tramwaju ujrzałam pierwszego kolegę z klasy, którego nie widziałam ponad dwa tygodnie (a to przecież szmat czasu!). Tylko jakieś siedemnaście minut drogi dzieliło mnie od spotkania z pozostałymi dwudziestoma ośmioma kumplami z klasy. A z częścią nie widziałam się całe dwa miesiące! Nie wspominając o najwspanialszym wychowawcy i całej reszcie nauczycieli… Ale to by było tyle z radości. Zaraz po godzinie 9:00 jak zawsze uśmiechnięty dyrektor ogłosił rok szkolny 2014/2015 rozpoczętym.  Prosto z dziedzińca, jeszcze pełni euforii powędrowaliśmy do klas, by poznać swój nowy plan lekcji. I w tym momencie mnie i całej mojej klasie – jak i zapewne większości uczniów obecnych klas trzecich – miny zrzedły. Miał być koniec wakacji i tak rzeczywiście się stało. Miało nie być więcej spania do południa… A jednak. Fajnie, że można się wyspać, ale gdy dowiedzieliśmy się, że nasz dzień w szkole co dziennie będzie zaczynał się o 13 a kończył o 20 zgłupieliśmy. Zaczęły się protesty, zaczęło się oburzenie… Ale szybko rozeszliśmy się do domów, by skorzystać jeszcze z ostatniego ciepłego, względnie wolnego dnia.
Szkoła się zaczęła i zaraz po niej miała zacząć się jesień. Nie musieliśmy długo zadręczać się, że na zewnątrz ładna pogoda a my siedzimy w szkole, bo szybko przyszła jesienna słota a wraz z nią jesienna chandra. Zrobiło się szaro, mokro, zimno. Nawet wstając w południe nie czuję się wyspana, nic mi się nie chce, a nauczyciele tylko dopisują coraz to kolejne sprawdziany i wymyślne zadania domowe. Moja radość i chęć do życia była niewyobrażalna, gdy obudziłam się któregoś pięknego dnia w pierwszym tygodniu października a moje fioletowe rolety pod wpływem pięknie świecącego słoneczka stały się czerwone… Piękną mamy wiosnę tej jesieni.

//wpis utworzony na potrzeby gazetki szkolnej „RUMOR”

Komentarze