Idę do szkoły a ze mną przyjaciele, śpiewam wesoło, bo przygód czeka wieeeeleeee… Tak nauczyli mnie w podstawówce i do dzisiaj idąc do szkoły często mamroczę sobie tę piosnkę pod nosem. Choć humor nie zawsze mi tak dopisuje. O dziwo pierwszego września przed 9:00, gdy toczyłam się tramwajem, który wreszcie po remoncie torowiska wrócił na stałą trasę, dzięki czemu mam bezpośrednie połączenie do szkoły – banan z twarzy mi nie znikał. A zapowiadało się, że będzie jeszcze większy.

Już gdy otworzyły się drzwi wagonu tramwaju ujrzałam pierwszego kolegę z klasy, którego nie widziałam ponad dwa tygodnie (a to przecież szmat czasu!). Tylko jakieś siedemnaście minut drogi dzieliło mnie od spotkania z pozostałymi dwudziestoma ośmioma kumplami z klasy. A z częścią nie widziałam się całe dwa miesiące! Nie wspominając o najwspanialszym wychowawcy i całej reszcie nauczycieli… Ale to by było tyle z radości. Zaraz po godzinie 9:00 jak zawsze uśmiechnięty dyrektor ogłosił rok szkolny 2014/2015 rozpoczętym. Prosto z dziedzińca, jeszcze pełni euforii powędrowaliśmy do klas, by poznać swój nowy plan lekcji. I w tym momencie mnie i całej mojej klasie – jak i zapewne większości uczniów obecnych klas trzecich – miny zrzedły. Miał być koniec wakacji i tak rzeczywiście się stało. Miało nie być więcej spania do południa… A jednak. Fajnie, że można się wyspać, ale gdy dowiedzieliśmy się, że nasz dzień w szkole co dziennie będzie zaczynał się o 13 a kończył o 20 zgłupieliśmy. Zaczęły się protesty, zaczęło się oburzenie… Ale szybko rozeszliśmy się do domów, by skorzystać jeszcze z ostatniego ciepłego, względnie wolnego dnia.
Szkoła się zaczęła i zaraz po niej miała zacząć się jesień. Nie musieliśmy długo zadręczać się, że na zewnątrz ładna pogoda a my siedzimy w szkole, bo szybko przyszła jesienna słota a wraz z nią jesienna chandra. Zrobiło się szaro, mokro, zimno. Nawet wstając w południe nie czuję się wyspana, nic mi się nie chce, a nauczyciele tylko dopisują coraz to kolejne sprawdziany i wymyślne zadania domowe. Moja radość i chęć do życia była niewyobrażalna, gdy obudziłam się któregoś pięknego dnia w pierwszym tygodniu października a moje fioletowe rolety pod wpływem pięknie świecącego słoneczka stały się czerwone… Piękną mamy wiosnę tej jesieni.
//wpis utworzony na potrzeby gazetki szkolnej „RUMOR”
Komentarze
Prześlij komentarz