Choć osobiście odbyłam już wiele wycieczek na zachód - te pod logiem NNM ograniczały się do krajowych i to nieszczególnie dalekich. Tym razem postanowiliśmy odwiedzić ojczyznę. Ojczyznę pojazdów, które ostatnio wiernie Nam służą na tripach. Miało jechać Audi, dwa Mercedesy... I choć samochody nie odmówiły posłuszeństwa można powiedzieć, że odmówili go ludzie - pozostała jedynie Biała, bawarska Dama. Myślę, że już każdy wie, dokąd odbyła się podróż, która z planowanego weekendu przerodziła się w 4 dni i 4 noce. Celem był Berlin - bo jak tu nie odwiedzić stolicy. Na Monachium czas przyjdzie innym razem, obiecuję. Życie wygląda tam zupełnie inaczej. Pod każdym względem. Choćby ze względu i począwszy od ludzkiej mentalności. A różnorodność kultur mnie osobiście przeraża. Jednak klasyczne - ile zdań, tyle opinii. Każdy może mówić, jednak nie dowiesz się, póki sam nie sprawdzisz. To samo się tyczy choćby ruchu drogowego tam. Co innego usłyszysz od osób trzecich, co innego doś...
... a właściwie asfalt pod kołami. Ta opcja niestety bywa trochę gorsza w skutkach, niż gdy kiedy deptasz trawnik czy na rozgrzanej drodze odbijasz palce.
Chociaż wróć. Lepszym przykładem byłby klif / urwisko. Nagle skałka, na której stoisz się poluzowuje... Coraz bardziej i bardziej... I nagle spaaaaadasz w dół. Zrobiło się trochę tragicznie i to jednak ten zawalający się pod nogami grunt mógłby spowodować większe szkody. No chyba, że Twoje otoczenie od kiedy tylko przyszedłeś na świat żałuje, że aborcja jest nielegalna.
Nie wiem, czemu dzisiaj trzyma się mnie taki czarny humor, może to przez doświadczenia, które właśnie zdobyłam. A tyczą się one dziur w drodze.
Niby nieszkodliwe, choć zawieszenie naszych dupowozów nieraz może ostro przez nie dostać... w dupę. Zdarza się. Ale czegoś takiego to jeszcze w życiu nie widziałam.
/zdjęcie własne/
Zacznijmy od początku - na szczęście wiąże się to z ciut przyjemniejszymi rzeczami.
Wyjeżdżasz spontanicznie do pracy do obcego Państwa, praktycznie nie znając języka. Jest to kraj niemieckojęzyczny, coś tam potrafisz wydukać po angielsku. Pomijając wszystko po drodze, po dwóch tygodniach znajdujesz ofertę pracy w języku polskim, całkiem przyjemnej, przed komputerkiem. Chcesz się jak najlepiej zaprezentować, bo jednak będziesz musiał zrobić to po angielsku. Jak typowa cebula wyjeżdżasz o 9 rano 300km nad polskie morze (bo jechać na weekend za drogo, kto by tam za nocleg nad morzem w maju płacił), żeby zregenerować siły, zrelaksować się i tym podobne.
Berlin -> Międzyzdroje -> Świnoujście -> Berlin.
Trasa jak trasa, wcale niedługa. Wyszczególniłam Świnoujście, bo płynęliśmy promem! Całe 7 minut! Tyyyyle nowych doświadczeń. A może lepiej byłoby jednak ich nie przeżyć? Bo właśnie ta wizyta w Świnoujściu dostarczyła najwięcej wrażeń.
Typowa sytuacja damsko - męska. Ja, widząc stragany z tanimi podróbami i innymi szpejami bardzo chcę tam iść. Ale dopiero po przejeździe dookoła, bo jak facet za kółkiem Imprezy może odpuścić pustą, prostą prostą. Problem pojawia się w momencie, kiedy jednak nie jest tak do końca prosto.
Nagle z prawej strony drogi jak Filip z konpii (ah, te porównania) wyskakuje jakaś baba. No to lekko w lewo. Jeb - jeb. Ale jedziemy dalej.
Nieprosta prosta dobiegła końca. Szybkie oględziny auta. No chyba jakaś dziura. Coś szumi, coś huczy, prawdopodobnie w prawym tylnym kole, ale jechać jeździ. Prawdopodobnie łożysko, albo piasta. Mieliśmy jechać na rybę to jedziemy do maka (McDonald's dla niekumatych) na filet-o-fisha. A co. Jak szaleć to szaleć.
W międzyczasie zdążyli oczywiście pozamykać budy i zakupów nie zrobiłam, ale udało się znaleźć drogę i przyczynę naszego jebut. Tym razem stały przy niej worki ze śmieciami ustawione przez sąsiadów, a dookoła po ulicy (gdzie byli rodzice ja się pytam?!) biegały dzieciaki krzyczące "DZIURA!". Niezły system ostrzegawczy. Tamta kobita, co wcześniej stała na drodze (i gdyby nie ona, to byśmy tę dziurę ominęli tak btw.) też podobno miała ostrzegać o tym nietypowym zjawisku w asfalcie.
/zdjęcie własne/
Przyjechał Pan z wodociągów obadać teren. Za dziurą była studzienka, przy której ostatnio coś robili. I wygląda na to, że coś spierdolili. Dowiedzieliśmy się też, że policja została już wezwana, więc czekamy i czekamy. I tracimy cenny czas, który mieliśmy spędzić na plaży. Na szczęście - nie na darmo. A przynajmniej taką mamy nadzieję.
Po godzinnej dyspucie (a wcześniej półgodzinnym oczekiwaniu) z władzami - pomińmy, że sprawą załatwiał się Pan "PRZEWODNIK PSA" niemający pojęcia o przepisach drogowych - zebraliśmy dużo cennych informacji, ale oczywiście nic nie załatwiliśmy. Mili (o dziwo!) Panowie policjanci sporządzili notatkę ze zdarzenia (ciekawe, czy umieścili też w niej to, że prawdopodobnie jeszcze pogłębiliśmy tę dziurę?) i kazali kontaktować się z urzędem miasta - bo jest to droga gminna.
O dziwo 300km z powrotem udało się pokonać bez problemu. A potem 700km znów do ojczyzny, bo póki bez pracy, to cóż tam robić, jak sama swojego auta na miejscu nie mam. Te Subaru Impreza to to jednak porządne auta są! I kolejne 700km prawdopodobnie będziemy musieli pokonać znów z pojazdem w takim stanie, w jakim jest, bo urząd będzie chciał przysłać rzeczoznawcę. On, albo wodociągi, do których przekażą sprawę, jeśli stwierdzą, że to nie ich wina.
Teoretycznie nie musieliśmy czekać na policję, choć zawsze to lepiej, gdy oni też potwierdzą, że takie zdarzenie miało miejsce. Choć Waldek twierdzi, że wystarczyłaby fotodokumentacja wykonana przez nas. A filmik na ten temat zamieszczam poniżej i serdecznie polecam. Warto wiedzieć, choć nikomu nie życzę takich przygód, bo skutki mogłyby być poważniejsze, być może dużo dalej od domu. A nam naprawdę zależało, by wrócić na tę rozmowę na następny dzień...
Komentarze
Prześlij komentarz